Artykuł specjalisty 2 min

ADHD i autyzm nie są tak osobnymi światami, jak przez lata myśleliśmy

ADHD i autyzm są odrębnymi zaburzeniami neurorozwojowymi, ale mogą współwystępować, a część ich cech i uwarunkowań biologicznych może się nakładać.

Autor zweryfikowany

Przemysław Głowacki

psycholog

ADHD i autyzm nie są tak osobnymi światami, jak przez lata myśleliśmy

Znasz to uczucie, kiedy ktoś próbuje wcisnąć cię w jedną szufladkę, a ty czujesz, że nie pasujesz do żadnej?

Albo do obu naraz. I nagle okazuje się, że to nie przypadek.

Najnowsze badania z 2025 i 2026 roku coraz wyraźniej pokazują, że ADHD i autyzm nie są tak osobnymi światami, jak przez lata myśleliśmy. ADHD i autyzm są odrębnymi zaburzeniami neurorozwojowymi, ale mogą współwystępować, a część ich cech i uwarunkowań biologicznych może się nakładać.

Jedno z badań spojrzało nie na formalne diagnozy, tylko na nasilenie cech. I okazało się, że to właśnie intensywność objawów autystycznych – a nie sama etykieta – wiąże się z konkretnymi wzorcami połączeń w mózgu i aktywnością genów. Te same wzorce widać u części dzieci z ADHD, które formalnie nie mają autyzmu. Jakby granice były bardziej płynne, niż mówią podręczniki.

Duże badanie bliźniąt poszło jeszcze dalej. Pokazało, że cechy, które tradycyjnie przypisujemy ADHD, autyzmowi, trudnościom językowym czy motorycznym, częściowo się nakładają. Tworzą wspólny wymiar. Genetyczny. I ten wymiar ma znaczenie dla tego, jak ktoś radzi sobie później w nauce.

Jednocześnie mózgi nie są identyczne. Megaanaliza skanów tysięcy dzieci i nastolatków wykazała, że autyzm i ADHD mają swoje własne sygnatury. W autyzmie jedna rzecz. W ADHD odwrotna. Ale jest też coś wspólnego – nadmierna łączność między siecią, która działa, gdy odpoczywamy, a tą odpowiedzialną za uwagę.

U dorosłych liczby są konkretne. Około czterdzieści procent osób z autyzmem ma też ADHD. A wśród tych z ADHD cechy autystyczne widać u prawie połowy. Tylko że formalnie rozpoznaje się to rzadko. I wtedy ludzie z obu warunkami mają wyraźnie trudniej. Gorszą jakość życia. Słabsze relacje. Więcej problemów w codziennym funkcjonowaniu.

Ciekawe jest też to, skąd bierze się wzrost liczby diagnoz. Duńskie dane z ogromnej grupy uczestników pokazują, że to głównie poszerzenie kryteriów i lepsze wykrywanie. Niekoniecznie prawdziwy wzrost zachorowań. Po prostu wcześniej wielu ludzi po prostu nie łapaliśmy.

Pojawiają się nawet narzędzia oparte na czujnikach, które w kwadrans potrafią z niezłą dokładnością podpowiedzieć, czy u dziecka warto sprawdzić ADHD albo autyzm. To jeszcze nie rewolucja, ale kierunek.

Wszystko to razem składa się na obraz, w którym szufladki zaczynają się rozmywać. Zamiast dwóch osobnych zaburzeń coraz częściej mówimy o spektrum neurorozwojowym. O wspólnych mechanizmach. O tym, że nasilenie cech bywa ważniejsze niż formalna nazwa.

I że dla wielu dorosłych, zwłaszcza tych, którzy przez lata maskowali i nadrabiali, ta szersza perspektywa wreszcie zaczyna tłumaczyć, dlaczego nigdy nie pasowali do jednej prostej historii.

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie opublikowany dopiero po zatwierdzeniu przez administratora. Adres e-mail nie jest publiczny.